Nic mi nie wychodzi ! Kompletnie nic. Szkoła, praca. Co się ze mną
dzieje ? Od jakiegoś czasu coś ze mną nie tak. Codzienna migrena,
zawroty głowy, często też wymiotuję i do tego mam dwie lewe ręce. Takie
rzeczy mi się wcześniej nie przytrafiały !
Właśnie wracam do domu. Jest wieczór, a powietrze rześkie i do tego z
lekka ciepłe. Bardzo kojące. Spojrzałam w górę. Zawsze uwielbiałam
oglądać gwiazdy na niebie. Są takie piękne. Zawsze wydawało mi się, że
gdy rodzi się człowiek, rodzi się i gwiazda, a gdy człowiek umiera, to blask gwiazdy gaśnie na zawsze. Nagle potknęłam się i upadłam. Znowu. Chyba
powinnam pójść do lekarza. No cóż umówię się na wizytę jak tylko jakoś
dotrę do domu.
~~~~~~~~~tydzień później~~~~~~~~~~~~~~
Nareszcie są wyniki badań. Na razie jestem spokojna. Wyszłam z domu i
ruszyłam w stronę ośrodka zdrowia. Spokojnie idąc zaszłam w 10 minut.
Weszłam do gabinetu lekarskiego.
- Dobry wieczór, jak się pani miewa ? - Zapytał lekarz.
- W porządku, dziękuję. - Odpowiedziałam grzecznie. - Przyszłam odebrać wyniki badań. - Mężczyzna westchnął.
- Tak myślałem.............nie mam dla pani zbyt dobrych wieści.
- To znaczy ?
- Niech pani usiądzie. - Zrobiłam tak jak poprosił.
- No więc, o co chodzi ?
- Wykryto u pani nowotwór, lecz ma pani szczęście bo jest on uleczalny,
lecz za jakieś 2 tygodnie będzie w pełni stadium i nic już nie będzie
można zrobić. - Patrzyłam się na blat stołu jak wryta. Nowotwór ? Dwa
tygodnie ? Co takiego ?
- Czyli jak się nie poddam operacji to umrę ? - Zapytałam ze łzami w oczach.
- Tak, lecz do tego nie dojdzie, zajmę się tą sprawą i zrobię wszystko aby operacja została przeprowadzona.
- Dziękuję, do widzenia. - Powiedziałam na odchodnym.
Musiałam szybko wyjść na zewnątrz. Łzy same cisnęły mi się do oczu. Zaczęłam biec w stronę parku.
Usiadłam na jednej z ławek i się rozpłakałam. To było silniejsze ode
mnie. Podkuliłam nogi i schowałam w nich głowę. Usłyszałam jak ktoś
siada koło mnie, lecz nie zwróciłam na to uwagi, nagle ten ktoś się
zapytał :
- Co się stało ? - To był mężczyzna. Dobrze znany mi mężczyzna.
- Nic. - Odpowiedziałam wymijająco.
- Widziałem jak płakałaś.
- Nie interesuj się mną a tym bardziej moim życiem. - Spojrzałam na niego, spuściłam nogi i wytarłam oczy.
- Zobaczysz i tak będziesz moja sz*ato, tylko moja !
- Zapomnij ! Nigdy nie będę twoja ! I te obelgi wiesz gdzie sobie wsadź !
- Wstałam i chciałam odejść, lecz "mój" prześladowca złapał mnie za
rękę. Wystraszyłam się. David był nieobliczalny. Mój były chłopak często
mnie bił i mi ubliżał, więc od niego odeszłam, a on od tej pory nie
daje mi spokoju.
- Właśnie, że będziesz ! - Powiedział przez zaciśnięte zęby. Brunet
wstał, po czym złapał mnie jedną ręką za policzki i mocno ścisnął. -
Jeśli ktokolwiek się do ciebie zbliży to go zabiję, ciebie również ! -
Splunęłam mu na twarz, a on mnie spoliczkował tak mocno, że krzyknęłam i
upadłam na ziemię. Gdy się obejrzałam z powrotem zastałam niecodzienny
widok. David leżał na ziemi przyciskany przez jakiegoś kolesia. Był
przystojny. Miał krótko obcięte, kasztanowe włosy i brązowe oczy.
- Dzwoń na policję. - Powiedział szatyn. David wiercił się i krzyczał
aby tamten go puścił. Zadzwoniłam. Po pewnym czasie przyjechali
funkcjonariusze. Złożyłam zeznanie po czym zabrali Davida. Obym go już
więcej nie zobaczyła.
- Dziękuję. - Powiedziałam do szatyna nawet nie wiedziałam jak ma na imię.
- Cała przyjemność po mojej stronie, nic ci się nie stało ? - Dotknęłam policzka. Jutro pewnie będzie siniak.
- Nie, wszystko w porządku, jestem Luna. - Podałam chłopakowi rękę,
uścisnął ją. Jego dotyk był taki delikatny. Nie to co dotyk Davida.
- Luna ? Jak księżyc ? Piękne imię. Miło mi cię poznać, ja jestem Liam.
- Dziękuję, mi ciebie także miło poznać. Może dał byś się zaprosić na kawę czy herbatę ?
- Z wielką chęcią.
Rozmawialiśmy przez całą drogę do kawiarni, a potem nawet i w środku.
Był bardzo miły i zabawny, tak dobrze się przy nim czułam. Nawet
zapomniałam o mojej chorobie.
- Czemu nagle posmutniałaś ? - Zapytał Liam.
- Nic, już nic. - Spojrzał się na mnie badawczo z niedowierzaniem.
- Chodzi o tego kolesia co cię zaatakował ?
- Nie, nie o niego.
- Więc o co ?
- Jest pewna sprawa, o której dowiedziałam się dzisiaj.
- Nooo........?
- Mam raka, jeśli nie poddam się natychmiast operacji to umrę. - Łzy
przysłoniły mi widok, lecz je powstrzymałam. Liam nic nie powiedział.
Nagle wstał i mnie przytulił. Powiedział tylko, że wszystko będzie
dobrze. W jego ramionach czułam jak bym znała go już bardzo długo.
Czułam się bezpieczna. Wreszcie znalazłam kogoś kto mnie może zrozumieć.
Po wyjściu z kawiarni odprowadził mnie do domu, po czym wymieniliśmy
się numerami telefonów. Zasnęłam myśląc o wspaniałym mężczyźnie, który
prawdopodobnie tego wieczora uratował moje życie.
Następnego ranka wstałam, zjadłam szybkie śniadanie i zaczęłam szykować
się na randkę z Liam'em. Tak ! Z Liam'em ! Założyłam sukienkę w kolorze
purpurowym i czarne czółenka. Włosy zostawiłam rozpuszczone. Zadzwonił
telefon. Myślałam, że to Liam, lecz się pomyliłam. Dzwonił lekarz.
- Halo ?
- Dzień dobry, chciałem panią poinformować, że pani operacja odbędzie się jutro wieczorem.
- Tak szybko ?
- Tak, czy jest pani na to gotowa ?
- Tak ! Oczywiście ! Nie wiem jak mam panu dziękować.
- Nie musi pani, to był mój obowiązek. - Powiedział lekarz. Był bardzo życzliwy, nawet po jego głosie było to słychać.
- Dziękuję jeszcze raz. Do widzenia. - Powiedziałam i się rozłączyłam.
Po jakiejś godzinie przyjechał po mnie Liam. Spędziliśmy razem wspaniale
czas. Byliśmy w kinie i w wesołym miasteczku, a na koniec chłopak
zabrał mnie do restauracji. Teraz przechadzaliśmy się oświetloną aleją
idąc w stronę mojego domu.
- Było wspaniale, dziękuję. - Powiedziałam.
- To ja dziękuję. - Liam przysunął się do mnie i objął w pasie.
Zarzuciłam mu ręce na szyję. Chłopak mnie pocałował. Jego usta były
takie delikatne i do tego ciepłe. Jego dłonie błądziły po moich
biodrach.
Rozpływałam się w jego ramionach. Zapomniałam o całym świecie. Był tylko
on i ja, i nasze usta toczące niesamowitą walkę namiętności. Gdy w
końcu się od siebie oderwaliśmy powiedziałam dobranoc i weszłam do
środka. To był najlepszy dzień w moim życiu. Nigdy go nie zapomnę.
Kolejny dzień spędziłam razem z Liam'em, w moim mieszkaniu. Oglądaliśmy
filmy, opowiadaliśmy różne historie i dużo się śmialiśmy. Wstałam aby
przygotować nam deser : gorącą czekoladę z lodami. Nagle zrobiło mi się
słabo i musiałam się przytrzymać blatu, zrzucając przy tym szklankę.
- Luna, coś się stało ?
- Nie nic. - Szybko odpowiedziałam i zabrałam się za sprzątanie szkła z
podłogi. Zauważyłam kroplę krwi, lecz nie dostrzegłam na palcach żadnej
rany. Kolejna kropla i kolejna. Krew leciałam z mojego nosa ! Już nie
kroplami tylko jak z kranu. Wzięłam papierowy ręcznik i przytknęłam do
nosa. Znów zakręciło mi się w głowie. Upadłam i straciłam przytomność
ostatnie co pamiętam to, to że Liam krzyczał moje imię i przybiegł do
kuchni, po czym wezwał karetkę. Ogarnęła mnie nieobliczalna ciemność. Tu
już nie było bólu, nie było strachu, tylko ciemna pustka, otchłań .
~~~~~~~~Oczami Liam'a~~~~~~~~~~
Zadzwoniłem po karetkę. Bardzo się wystraszyłem gdy zobaczyłem Lunę na
podłodze w kałuży krwi, lecz próbowałem zachować zimną krew. Gdy
przyjechała karetka pojechałem razem z nimi. Na miejscu lekarz
powiedział, że trzeba operować dziewczynę natychmiast i nie ma co
zwlekać.
Siedziałem w poczekalni. Byłem bardzo niecierpliwy. Martwiłem się. To może
się wydać głupie, ale ja się zakochałem. Zakochałem się w Lunie. Jest
cudowna. Taka wesoła i uprzejma. Miała wiele trudności w życiu, lecz
mimo to dawała radę. Jej rodzice zmarli jak była bardzo młoda i opiekę
nad nią przejęła jej ciocia. Luna ma 19 lat i już jest strasznie
samodzielna. Mieszka sama, pracuje, chodzi na studia. Z nią można
porozmawiać o wszystkim. Życie nauczyło ją rozwagi i
samowystarczalności. Podziwiam tą kobietę. Kocham ją, choć może wydawać
się to dziwne, bo przecież znam ją parę dni. Dokładnie dwa.Serce nie
wybiera.......
~~~~~~~Oczami Luny~~~~~~~~
Pustka. Nic więcej. Ani czerni ani bieli, tylko sama nicość......
Nagle coś zaczęło mnie ściągać na ziemię, jakaś niewidzialna siła, coś
nieprzeniknionego i niewyczuwalnego. Poczułam, że żyję. Wzięłam jeden
oddech, potem drugi i jeszcze kolejny. Powoli zaczęłam otwierać oczy.
Światło. Tak bardzo boli. Po jakimś czasie się przyzwyczaiłam.
Zauważyłam białe ściany, metalowe łóżka i szafki. Obok na krześle
dostrzegłam śpiącego Liam'a. Ucieszyłam się na jego widok. Lekko
trąciłam go ręką i wtedy zauważyłam, że mam podpiętą kroplówkę. Trąciłam
go jeszcze raz. Obudził się zdezorientowany.
- Obudziłaś się ! - Powiedział trochę głośniej niż było to potrzebne.
Uśmiechnęłam się, lecz gdy otworzyłam usta aby wydusić z siebie jakieś
słowo uciszył mnie przykładając mi palec do ust.
- Nic nie mów, jesteś na pewno wyczerpana. Poczekaj zawołam lekarza. -
Wyszedł, a ja tylko spoglądałam na drzwi. Po chwili wrócił z lekarzem.
Opowiedział mi wszystko.......że operacja przeszła pomyślnie, lecz
wystąpiły powikłania i byłam w śpiączce przez 4 dni. Słuchałam go uważne
przez cały czas gdy mówił. Potem powiedział, że muszą przeprowadzić
ostateczne badania i zostanę w szpitalu jeszcze na parę dni.
Po pewnym czasie zostałam sama z Liam'em. Tak bardzo się cieszyłam, że
tu jest. On jeden mnie rozumiał. Mnie i moje problemy. Kocham go. Nie
wiem jak się to stało ale go kocham. Przy nim czuję się bezpieczna.
- Tak się cieszę, że nareszcie się obudziłaś śpiochu. - Nieznacznie się zaśmiałam. Moje gardło było wysuszone i bardzo piekło.

- Kocham cię. - Powiedziałam ledwo słyszalnym szeptem. Uśmiechnął się.
- Ja ciebie też, na zawsze. - Po moim policzku popłynęła łza szczęścia.
Liam otarł ją koniuszkiem palca i złączył swoje usta z moimi. Teraz zaczynam nowe
życie, nowe lepsze życie.......
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Yeyyy ^^ kolejne opowiadanie za nami :D przepraszam że tyle to trwało, ale szkoła i inne sprawy dały mi zbytnio czasu na napisanie czegokolwiek ;cc Mam nadzieję, że się podoba :D :**