sobota, 4 kwietnia 2015

Przebudzenie ~PROLOG~

Słyszę chuki. Bomby spadają jedna po drugiej. Przestałem walczyć. Nie ma dla nas szans.  Idą. Po mnie.  Biegiem pokonuję schody do piwnicy. Znajduję tam sznur, który zostawiłem wczorajszej nocy. Zawieszam go pod sufitem, na starej belce. Zakładam linę na szyję i odsuwam krzesło. Wiszę. Duszę się. Nie dam się torturować wrogom. Wolę zginąć z własnej ręki, niż być  molestowanym, przez rządzących pedofilii. Walczyłem o wolność, nie pozwolę się  poniewierać.   Kończy mi się tlen. Zamykam oczy. Przestaję się szarpać. Umieram. Ostatnie co słyszę to  trzask drzwi i przekleństwa nieprzyjaciela. Potem robi się jasno. Czuję spokój. W oddali widzę bramę, więc podążam w jej kierunku.  Nagle coś zaczyna lśnić, bardzo jasno, ale nie razi. To przyjemne światło zbliża się w moim  kierunku. Po chwili słyszę głos:  ­ Witaj synu ­ mówi. 
­ Czy to niebo, panie? ­ zapytałem.  ­ Owszem, lecz twoja droga się tutaj się nie kończy ­ odpowiedział. Nie wiedziałem co się  dzieje. 

~~~~~~~~~~~~~♡~~~~~~~~~~~~