niedziela, 11 maja 2014

Zła wiedźma

Zawsze byłam ciekawa co znajduje się w starym domu na ulicy Chapel Street. Chodziły pogłoski, że w czasie gdy posądzano kobiety o czary zginęła tam kobieta. Została spalona na stosie. Przed śmierciom powiedziała, że się zemści. Od tej pory legenda mówi, że gdy przodek zabójców kobiety przybędzie do tamtego domu, czarownica zabije go paląc na stosie, odcinając głowę i nabijając na pal. Od zawsze byłam przekonana, że to tylko bujda, lecz tej nocy ciekawość zabiła kota z tą różnicą, że jestem dziewczyną a nie kotem. Dzisiaj mam idealną okazję bo tej nocy jest Halloween. Chciałam żeby razem ze mną poszła moja przyjaciółka, ale gdy tylko o tym wspomniałam powiedziała, że jestem stuknięta, po czasie przekonywania w końcu się zgodziła. Umówiłyśmy się u mnie. Gdy przyszła oglądałyśmy filmy a potem poszłyśmy się przebrać. Nagle zadzwonił telefon.
- Nadszedł czas zemsty. - Usłyszałam w słuchawce. Pewnie ktoś sobie robi żarty w końcu to Halloween. Nic sobie z tego nie robiąc postanowiłam dokończyć przygotowania. Założyłam czarną obcisłą sukienkę, czarne trampki i kapelusz taki jak mają wiedźmy, potem 
umalowałam usta czarną szminką, a oczy na granatowo. Moja przyjaciółka przebrała się za zombie. Gdy byłyśmy gotowe, wyszłyśmy na zewnątrz i zmierzałyśmy w stronę starego domostwa. Zbliżając się poczułam niesamowity ból głowy, nie zwracałam na niego uwagi, bo wiedziałam, że zaraz przejdzie. Po chwili poczułam dziwne mrowienie na karku, takie gdy odczuwam w chwili gdy ktoś na mnie spogląda lub chamsko obserwuje. To nic. Zaraz będę na miejscu. Stanęłam razem z Milly przed dużym, obdartym w Wiktoriańskim stylu domem. Okna były powybijane. Podwórko wyglądało jakby zostało przekopane przez jakąś dużą maszynę budowlaną. Weszłyśmy poza zardzewiałą bramę. Obeszłyśmy dom dookoła. Coś bardzo przykuło moją uwagę, a mianowicie podłużna belka stojąca na podeście, na którym znajdowała się także lina i drewno. Wszystko wyglądało na nowe, a z drewna czuć było żywicę a to znaczyło, że zostało dopiero porąbane. Nagle drzwi z tyłu domu trzasnęły i usłyszałam krzyk Milly. Odwróciłam się. Przyjaciółka leżała na ziemi z podciętym gardłem a na jej oczach zastygł strach i zaskoczenie, zobaczyłam też w nich nutę złości tak jakby chciała mi powiedzieć „To wszystko twoja wina!”. Nad nią stała kobieta, po jej ubraniu, siwych włosach i budowie ciała można było stwierdzić, że ma około siedemdziesiąt lat. Głowę miała spuszczoną w dół a kapelusz na głowie zasłaniał górną część kaskady siwych, przetłuszczonych włosów. W ręce trzymała zakrwawiony nóż. Strach sparaliżował moje nogi. Nie wiedziałam co mam robić. Zaczęłam płakać ze strachu i lamentować po stracie przyjaciółki. Nagle kobieta spojrzała na mnie. Jej skóra na twarzy wyglądała jakby się stopiła od ognia, a oczy były całe czarne i przerażające. Na ustach kobiety igrał uśmiech, gdy je rozszerzyła ukazując zęby zobaczyłam podwójny rząd szpiczastych ubytków. Przeraziłam się jeszcze bardziej. W pewnym momencie z jej oczu zaczęła się sączyć krew.
- Już czas Amelio, córko Elizabeth i Alexandrosa, córko tych co myśleli, że mnie zniszczą. Ja Marry tej pamiętnej nocy wreszcie się zemszczę. - Wykrzyczała wiedźma. Stanęłam dęba. Co ona właśnie powiedziała? Przecież moi rodzice mają inaczej na imię, i właśnie wtedy to do mnie dotarło, jestem przodkinią tych co zrobili tę kobietę. Teraz to mnie czeka śmierć. Wiedźma błyskawicznie stanęła obok mnie i źgnęła nożem w brzuch. Nogi pode mną się ugięły i upadłam na ziemię. Po chwili poczułam jak ktoś mnie wlecze po ziemi, w stronę przygotowanego stosu. Zaczęłam się szarpać, ale nic to nie dało. Starucha przywiązała mnie do grubej belki i poustawiała dookoła drewno, po czym wszystko podpaliła. Moja sukienka zajęła się ogniem i zaczęła palić. Krzyczałam na całe gardło, lecz nikt mnie nie słyszał. Wołałam pomocy, ale to nic nie dawało, zaczęłam płakać. Teraz już nie ma ratunku. Przed śmierciom usłyszałam tylko śmiech wiedźmy.
Przez kilka tygodni rodzice szukali dziewczyny zawzięcie, lecz poszukiwania nie przynosiły skutków. Gdy postanowili pójść do starego domostwa, znaleźli tam ciało Milly i nabitą na pal głowę Amelii. Był to dla nich taki szok, że od tej pory jej rodzice potrzebowali stałej opieki psychologa aby nie popełnić samobójstwa. Tego właśnie chciała Marry, śmierci wszystkich przodków tych co w jej względach zawinili. Od tej pory co roku w Halloween o północy słychać krzyk i lament ginącej na stosie Amelii. Ludzie nie mają odwagi podchodzić do ruiny domostwa i unikają ją z całych sił, lecz w pobliżu nadal słychać chłodny i samotny płacz należący do Amelii. 



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Pierwsze opowiadanie za nami :D mam nadzieję, że się podoba i obiecuję je dodawać częściej :** 
Czytasz = Komentujesz !!! ;)