Do
Chile sprowadziła się pewna rodzina. Żona z mężem i dwojgiem
dzieci. Ich dom stał obok starego opuszczonego cmentarza. Sąsiedzi
spragnieni nowości od razu poszli do rodziny na spotkanie. Gdy
usiedli wszyscy razem jedna z sąsiadek, siwowłosa staruszka zaczęła
opowiadać historię starego cmentarza. Mówiła ona, że każdej
nocy równo po wybiciu północy po cmentarzu bąkają się dusze
ludzi, którzy zginęli tragiczną śmiercią. Oczywiście małżeństwo
uznało to za bajki, lecz rodzeństwo chciało się o tym przekonać
osobiście, a dokładniej tylko Nina, ponieważ była to
piętnastolatka odważniejsza niż jej młodszy brat Hugo, ale co się
dziwić miał dopiero dziewięć lat. Pewnego wieczoru pan i pani
Miller postanowili wybrać się gdzieś na tańce. Dzieci zostały
same w domu. Nina uznała, że to dobry moment aby pójść na
cmentarz. Jej brat smacznie spał w swoim pokoju, więc spokojna i
pewna siebie wyszła. Wiał chłodny wiatr. Gdy była już przed
bramą cmentarza drzewa zaczynały schylać się ku ziemi rozwiewane
rześkim wiatrem, tak jakby chciały jej coś powiedzieć. „Nie
teraz nie stchórzę”, pomyślała dziewczyna. Popchnęła starą,
zardzewiałą bramę, która strasznie zaskrzypiała. „Nawet
umarłego można by obudzić” po niemym wypowiedzeniu tego zdania
zaklęła w myślach, że właśnie o tym pomyślała i to w takiej
sytuacji. Za dwie minuty miała wybić dwunasta. Teraz już
niepewnym, tak jak poprzednio, krokiem Nina ruszyła między
nagrobkami. Chodziła tak przez chwilę po czym usiadła na jednym z
nich. Nagle usłyszała czyjś śpiew, bardzo piękny i delikatny
niczym chmura sunąca po niebie. Rozejrzała się i zobaczyła postać
w białej zwiewnej sukni do ziemi. Siedziała na jednym z nagrobków.
Miała blond włosy rozwiewane przez wiatr, błękitne oczy kolorem
zbliżonym do morza i pełne czerwone usta snujące jakąś
niebiańską melodię. Wyglądała jak anioł. Nina wpatrywała się
w nią przez dłuższy czas, aż w końcu kobieta w bieli dostrzegła
ją. Posłała jej uśmiech po czym rozpłynęła się w powietrzu.
Dziewczyna natychmiast poderwała się z nagrobka na którym
siedziała i obejrzała się, jej uwagę przykuły napisy na
kamiennej płycie, o którą się wcześniej opierała, głosiły
one: „Nina Miller, ur. 27.03.1999 zm. 30.06.2014, przyczyna
śmierci: niewyjaśniona”. Dziewczyna zaczęła krzyczeć, lecz
było już za późno, przed nią zmaterializowała się ta sama
postać, która przed minutą śpiewała anielskie pieśni. Kobieta
znów się uśmiechnęła.
-
Nie będzie bolało. - Powiedział duch, po czym złapał dziewczynę
za głowę i skręcił jej kark. Gdy rodzice wrócili do domu zastali
przerażonego syna pod łóżkiem i napis krwią Niny na ścianie
napisany i głoszący: „I co? Twoi rodzice już wieżą w duchy ?
”. Od tej pory mały Hugo chodził na cmentarz siadał na nagrobku
gdzie rzekomo była jego siostra, ona zaś siadała obok niego, i
godzinami słuchał jej śpiewu. W swych piosenkach żaliła się
jaki to okrutny los ją spotkał, i że to wszystko przez własną
głupotę. Gdy Hugo dorósł postanowił dołączyć do siostry i
razem z nią śpiewać pieśni zakończenia.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witam po dłuuuuugiej przerwie :* mam nadzieję, że się wam podoba :D
czytasz = komentujesz ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz